O szczęściu z Elą Krzyżaniak-Smolińską :)

w cudzych butach - okladka

KONKURS :)

ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA w blogu
i na FB. Wśród czytelników rozlosujemy
3 książki,
jakie w prezencie przekazała autorka,
Ela Krzyżaniak-Smolińska.

Encyklopedia PWN mówi:
szczęście,

filoz., psychol. pojęcie niejednolicie definiowane, używane w znaczeniu: zdobycia najwyżej cenionych społecznie dóbr i przymiotów, trwałego zadowolenia z życia połączonego z pogodą ducha i optymizmem, poznawczej oceny własnego życia jako udanego, wartościowego i sensownego, pomyślnego bilansu doświadczeń życiowych.

Ela Krzyżaniak-Smolińska

Ela Krzyżaniak-Smolińska

1. A jaką krótką definicję szczęścia ty, Elu, mogłabyś napisać dla czytelniczek magazynu Psychologia Sukcesu? Co to znaczy „szczęśliwy człowiek”?

Piękne pytanie. Dziękuję. Umysł odpowiedziałby: szczęście to „zaliczenie” wszystkich rzeczy do zdobycia.
Na to zapytałoby serce: PO CO?
To odwieczny problem tak wielu ludzi. Wciąż szukamy szczęścia na zewnątrz, ale tam go nie ma. Podam prosty przykład. Natura została stworzona, by nam o tym przypominać. Kiedy patrzysz na cud natury, który Ci dech zapiera, co wtedy robisz? Zamykasz oczy, by poczuć tę energię w sobie. Doświadczasz wtedy tego cudu – cudu, jakim jest odczuwanie szczęścia przez cały czas. Szczęście to umiejętność bycia wdzięcznym. Gdybyśmy mogli tylko zobaczyć narodziny różnych ras ludzkich czy zwierzęcych. Wtedy na własne oczy doświadczylibyśmy daru, jakim jest życie. Wtedy też serce podpowiedziałoby: „Każda forma życia dostała tylko jedną rzecz. Tym cudem jest ŻYCIE”. W związku z tym tylko i wyłącznie od nas zależy, co z zrobimy z tym darem. Mało tego, okazuje się, że każdy ma te same prawa.
Raz na zawsze grupowa świadomość doznałaby scalenia. Wtedy nie byłoby wojen, gwałtów, kradzieży. Nie byłoby przemocy, zniknęłaby zazdrość i zawiść. Szczęście to uczucie nieskończonej miłości do wszystkiego, co istnieje, wdzięczności i niezgłębionego uczucia WOLNOŚCI. Dla mnie osobiście szczęściem największym jest to, że każde moje działanie, moje myśli, otwarte serce są skierowane na ludzi, przyrodę, MATKĘ ZIEMIĘ i Wszechświat. Wszystko, co robię, czynię z zachowaniem równowagi między dawaniem i braniem. Słowo poMOC ma w sobie moc.

2. Obecnie jesteś Elu kobietą spełnioną. Czy zawsze tak było? A jeśli nie, co skłoniło cię do zmian?

Tak, mogę z radością przyznać, że jestem spełniona na każdym poziomie mojego BEZCENNEGO ŻYCIA. Oczywiście, że tak kiedyś nie było.
Nie doceniałam urody, jaką dostałam w prezencie. Miałam figurę modelki, ale wciąż byłam z siebie niezadowolona i bardzo z tego powodu cierpiałam. Tyle energii na to traciłam. W mojej podświadomości wszystko postrzegałam przez pryzmat tego, czy siebie akceptuję dziś, czy nie. Każda uwaga, czasami nawet zasłyszane zdanie, wydawało mi się krytyczne. Miałam wciąż wrażenie, że to wszystko to moja wina. Ta świadomość powodowała bardzo duże rozdarcie. Wciąż drżałam, bo potwornie bałam się zdrady. W moim rodzinnym domu była na porządku dziennym. Bolesny, paraliżujący lęk. Unieszczęśliwiało mnie to, choć w głębi serca wiedziałam, że krzyczę na dzieci tylko dlatego, że nie mam już siły. Wiele razy przeprosiłam je potem za to, co im dałam, i za to, czego im zabrakło. Wybaczyły mi. Mam w córkach prawdziwe przyjaciółki.
Żyłam jak w jakimś programie. Te lęki, niemoc i nadpobudliwość powodowały spustoszenie. Czułam to i BARDZO TEGO NIE CHCIAŁAM.
Wtedy stało się coś, co możnaby „ziemsko” nazwać, że było największą traumą, jaką mogłam „przeŻYĆ”. Jestem bardzo wdzięczna za to doświadczenie. Dzięki niemu doznałam przebudzenia. Piękna, świadoma droga. Każde doświadczenie: to, które nazwalibyśmy złem, i te, które nazywamy dobrem, mają dla nas to samo znaczenie. To przyzwolenie powoduje, że z każdą chwilą stajemy się wolniejsi od nie swoich myśli i nie swoich emocji. Widzimy i czujemy, że to nawyk, zaszczepione przez lata programy. Wtedy otwieramy się na siebie i bawimy się z WIELKĄ radością odczuwaniem siebie. Wielu ludzi na ścieżce duchowej pośpiesza się w „rozwoju”, wytwarza w sobie zupełnie niepotrzebne napięcie. To droga jest celem naszego życia. ŚWIADOMY każdy oddech. Tu i teraz w swej nieskończoności.

3. Jak wyglądała twoja droga na szczyt?

Nie wiem, o który szczyt pytasz. Czy o Mont Blank, czy o moje życie. Taki żarcik :)
Po części już odpowiedziałam na to pytanie, choć nie powiedziałabym, że jestem na szczycie. Jestem SpełniONA na każdej płaszczyźnie mojego życia.
Mam wspaniałą rodzinę. Cudowne relacje z mamą i córkami. Mam też wspaniałego męża, który jest moim lustrzanym odbiciem, dzięki czemu wciąż uczę się siebie.
11 lat temu założyłam Centrum Szczęśliwego Człowieka. Dziś 11 nauczycieli prowadzi dla CSC jogę. Wspaniali ludzie, wysokiej klasy nauczyciele. Jestem im bardzo wdzięczna.
08 marca 2014 roku wydałam swoje „dziecko” na świat. To w dużej mierze moja autobiografia. Niektóre historie ludzi są połączone. Zdarza się też fikcja literacka. Czytelnicy „W cudzych butach”, bo taki ma tytuł, okrzyknęli tę książkę terapeutyczną. To dla mnie wielkie szczęście. Doceniam w sobie bardzo to, że nie uległam wewnętrznemu krytykowi, który bardzo rzadko, ale starał się, by sabotować moje działania. Pisałam dalej. Każde słowo z miłością. Nie potrafię słowami opisać energii, jaka mi towarzyszyła podczas tych 7 miesięcy i 14 h dziennie pisania. Śniło mi się, co mam zapisać. Wzruszałam się, płakałam, przeżywałam i puszczałam każdą nie do końca przerobioną lekcję. Dzięki tej książce w 100% odbudowałam miłość bezwarunkową z moją ukochaną mamą. W niedalekiej przeszłości wygrałam konkurs „SpełniONA”. Z 4 tysięcy prac wygrała moja. Czy to można nazwać sukcesem? Czuję, że sukcesem było to, że w książce „W cudzych butach” kilkanaście razy pojawia się słowo „spełniona”. Znalazłam je też w medytacjach. Prowadziłam warsztaty „Spełnione życie” dla Niezależnej Telewizji. Do mojego pola przyciągnęłam ten konkurs. Wielu znajomych powiedziało mi, że ten konkurs napisał ktoś dla mnie.
Dziękuję wszystkim osobom, które miały udział w tym projekcie.
Ogromnym sukcesem jest np. to, że dzwoni do mnie kobieta, która ma 70 lat. Umówiłyśmy się na terapię przez telefon z uwagi na dzielące nas kilometry. Ta rozmowa przyniosła rozwiązanie dla tej wspaniałej kobiety, a ja dostałam najpiękniejszy prezent. Kolejną przebudzoną istotę. Niedawno wróciłam z warsztatów jakie prowadziłam w Holandii. Jedna z osób cierpi na raka. Dostałam od niej maila. Łzy same płynęły po policzkach. Już na kursie poczuła głód, a nie czuła go prawie pól roku. Nawet lekarzowi trudno było uwierzyć w tę ogromną przemianę, bo nasza bohaterka je obfite posiłki. Dbanie o dostarczenie energii z każdego źródła jest bardzo ważne.
To są moje sukcesy, radości, wdzięczności i poruszenia do głębi. Każdy z nas przeżył choć jedną taką chwilę. To za tym właśnie tęsknimy. Za spełnieniem i spokojem wewnętrznym.

4. Mnie imponują twoje osiągnięcia z poprzedniego etapu życia. Szczególnie w 2001 roku przepłynięcie wpław rzekami Wartą i Odrą do Morza Bałtyckiego (500 km w ciągu 8 dni) oraz w 2002 roku w sztafecie z partnerem przepłynięcie wpław rzeką Wisłą do Morza Bałtyckiego (1000 km w 14 dni). Sam na sam z tym, co pod powierzchnią wody, to wymagało nie lada odwagi :) Jaki wtedy miałaś cel? Co cię w tym czyniło szczęśliwą?

Cel – to była gonitwa za szczęściem. Szukałam go na zewnątrz. Ignorowałam przetrenowane ciało. Degradowałam stawy. To było rozpaczliwe poszukiwanie uczucia akceptacji i zadowolenia z siebie, ale to nie wszystko. Są tego i piękne owoce. Przełamanie tysiąca barier w głowie. Z tego płynie moja siła. Kolejnym owocem jest zdrowa dyscyplina. Z całą skromnością, mam 45 lat i bardzo dobrze się czuję w swoim ciele. Wypracowałam w sobie dzięki treningom zadaniową postawę nacechowaną odpowiedzialnością i wewnętrznym przekonaniem, że wszystko dzieje się dla najwyższego dobra. To dlatego bardzo wielu sportowców doskonale sobie radzi, kiedy kończy się ich kariera sportowa.
Długo, by mówić.
Wrócę do odpowiedzi na drugie pytanie. Ja nie byłam odważna. Potwornie się bałam. Opisuję to bardzo obrazowo w swojej książce. Pamiętam burze, wodorosty i kotłujące się ryby w wodzie. Też w niej byłam. Na szczęście nie mam już takich pomysłów. Nie jest mi to już potrzebne.
Szczęśliwa byłam jak trenowałam, a trenowałam całymi dniami, więc był to inny rodzaj szczęścia, ale było go dużo.

5. Założyłaś w 2003 roku Centrum Szczęśliwego Człowieka. Jakie formy pracy propagujesz? Co może tam dla siebie znaleźć kobieta poszukująca? I czy tylko kobieta?

Wspominałam już o centrum. Głównie prowadzimy jogę w ramach CSC. Ja osobiście prowadzę terapie, indywidualną jogę, całą gamę warsztatów. Wyjazdy przebudzające świadomość, nagrywam medytacje i wiedzę w ramach Centrum Szczęśliwego Człowieka. Joga daje ogromną świadomość nie tylko ciała, ale oddechu i umysłu. Moja świadomość dzięki jodze bardzo się podniosła.
Każda Pani i nie tylko jaka przyjdzie na terapie dostanie to czego w danym momencie najbardziej potrzebuje. W bardzo wielu przypadkach dzieje się tak już w mojej obecności, a niektórzy potrzebują więcej czasu na przefiltrowanie narzędzi jakie ode mnie dostają przez umysł. Uczę ludzi słuchać sercem, patrzeć sercem. Jeszcze inni dzwonią do mnie różnych części świata, bo coś w głębi pokierowało ich do mnie. Czyż to nie jest piękne?
Polecam swoim podopiecznym w momentach zwątpienia zadanie sobie jednego pytania: – jak postąpiłaby miłość. Na warsztatach dzieje się bardzo podobnie. Kilka osób nie ma już raka. To piękne być tego świadkiem. Patrzeć jak ludzie rozkwitają w miłości do siebie i świata.

6. Jesteś bardzo zajęta, pozostajesz w szczęśliwym związku, jesteś mamą. Jak wygląda twoje życie prywatne? Ile z siebie dajesz rodzinie? Jak pomagasz dziecku w byciu szczęśliwym? Szczególnie mnie interesuje to, na ile mama może wesprzeć pasje dziecka :)

Tak! można by tak powiedzieć. Choć z drugiej strony moja praca to moja pasja. Kocham pisać, pomagać innym, doświadczać jogi. Mam mnóstwo pasji. Uwielbiam malować, tańczyć. Odbudowałam równowagę miedzy czasem z pasjami (pracą),
a rodziną.
Moje córki dzwonią do mnie wtedy, kiedy jestem im źle i wtedy, kiedy są szczęśliwe.
Cieszą się moim szczęściem. Pytają wiele razy mając jakiś problem. Z miłością się z nimi dzielę tym co mi napływa do serca. Jest tyle języków miłości. Ważne jest żeby mówić do ukochanej osoby jej językiem. Wtedy ona czuje się kochana. Jeżeli Ty lubisz dotyk i czujesz się dobrze, kiedy Twoja córka Cię przytula i głaszcze, to wcale nie oznacza, że latorośl też tak ma. Może jej językiem miłości jest poświęcona w pełni uwaga, a może potrzebuje ciepłych, wspierających słów ? Rozwinęłam w sobie umiejętność posługiwania się wszystkimi językami. To daje nie tylko mi uczucie spełnienia. Życzę każdej mamie znalezienia klucza do serca dziecka. Zawsze można odbudować relacje, każdy moment jest idealny.

7. Napisałaś Elu o swoich przeżyciach książkę pt. „W cudzych butach”. Dlaczego taki tytuł?

Tytuł zrodziło moje życie. Już w szkole podstawowej wysłuchiwałam jak „ksiądz na spowiedzi” problemów moich koleżanek. Wzrastałam z każdą ludzką historią. Przeglądałam się w dziesiątkach, setkach, a później tysiącach ludzkich opowieści. Dramatów, romansów, tragedii, porażek, żalu, lęku, nienawiści. Samotność doskwiera tak wielu ludziom. Każda z tych historii powodowała mój rozkwit. Coraz większa świadomość siebie, ogromny szacunek i zrozumienie dla drugiego człowieka. Wchodząc „W cudze buty”, widzimy, że świat się zmienia.

8. Jakie przesłanie niesie twoja książka?

Moja książka to część życia tak wielu ludzi. Najlepiej będzie jak w tym momencie pozwolę sobie zacytować kilka opinii. To odbiór czytelników jest najważniejszy. Ja po napisaniu tej książki dostałam mnóstwo pięknych prezentów. Jednym z nich jest WOLNOŚĆ.

Opinie

Bardzo się cieszę, że w Polsce są tak wspaniałe osoby, jak Pani Ela, które piszą o rozwoju duchowym, myślę, że naszemu społeczeństwu tacy nauczyciele są bardzo potrzebni. Pani Elu przeszłam się w Pani butach w jeden dzień, wzruszyłam się i zarazem jestem pełna podziwu dla Pani osoby, siły, determinacji, uporu i do tego wszystkiego wrażliwości i miłości dla innych ludzi. Książka utwierdziła mnie w przekonaniu, że każdy z nas dąży do przebudzenia świadomości, przemierzając swoją ścieżkę życia. Pytanie, ile czasu nam to zajmie. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie z Krakowa.
Elwira

Bardzo dziękuję Tobie, że mogłam przeczytać Twoją książkę. Tyle w niej smutku, desperacji, miłości i wiary. Jak w książce pełnej magii, strony uciekały, aż przeczytałam ostatnią. Książka , którą powinien przeczytać każdy, by uświadomić sobie w pędzie uciekającego życia, kim jestem , gdzie jestem, ile we mnie szczęścia, a ile smutku. Na stronach Twej książki można znaleźć cząstkę siebie: każdy pragnie miłości, boryka się z problemami, szuka wsparcia lub chce być najlepszym. „W cudzych butach” to recepta na odszukanie wiary w siebie, w ludzi, w odkrycie „swoich butów” , które poprowadzą w jaśniejszą stronę życia. Podziwiam, szanuję i bardzo Tobie dziękuję za uczciwość, nadzieję i tę niewytłumaczalną energię, którą otrzymuję od Ciebie na zajęciach jogi. Dla mnie to magia… cudowna magia. pozdrawiam!
Aurelia

„W cudzych butach” to hit XXI wieku! Jestem pod wielkim wrażeniem tej książki. Jest to ABC szczęśliwego życia. Mega emocje – wzruszenie, ekscytacja, dobry humor… Wszystko zespolone w jedną całość! TU i TERAZ – wszystko dzieje się po COŚ! CUDZE BUTY – szpilki, kalosze, botki… raz ciemność… za chwilę słońce! Elu, jesteś WIELKA! Każdy w tej książce odnajdzie cząstkę siebie, znajdzie odpowiedź na nurtujące nieraz od lat pytania! Jestem szczęśliwa ,że mogę być częścią tej historii. Ta książka postawiła mi kropkę nad „i”. Życie jest piękne! Dzięki Tobie Elu słońce świeci, a trawa jest zielona! Dziękuję, że JESTEŚ – genialna, fantastyczna, niepowtarzalna! To TY sprawiasz, że świat jest coraz piękniejszy ! Wierzę w ANIOŁY! Ty jesteś NIM, a Twoja książka jest drogowskazem do KRAINY SZCZĘŚCIA!!!Dziękuję Elu za całokształt!
Alina

Zachęcam do tej wspaniałej, inspirującej i pełnej emocji lektury. Pochłania się ją jednym tchem. Zawarte treści każą zatrzymać się i refleksyjnym spojrzeniem wejść w głąb siebie. To piękne uczucie móc dostrzec drogi, których do tej pory nie widziało się. Dla mnie pozycja „W cudzych butach” stała się drogowskazem. Bardzo, bardzo dziękuję autorce za to, że JEST, że w tak umiejętny sposób podzieliła się swymi doświadczeniami, przemyśleniami… jakże często intymnymi. Po przeczytaniu książki dostrzegłam słowo „postrzeganie”, ma ono teraz dla mnie, w relacjach z innymi, ogromne znaczenie – życie zostało przewartościowane. Elu, dziękuję :) ….i proszę o więcej.
Zachłanna

Witam serdecznie. Na początku wielkie „Dziękuję” ♥ za cudowną książkę, która odmieniła moje życie wewnętrzne, pokazała krok za krokiem, jak dotrzeć do samej siebie i zobaczyć, kim naprawdę jestem. Cudowna, pełna miłości energia płynąca z prostych subtelnych słów prowadziła mnie ku „prawdzie” zakopanej gdzieś na dnie. Jestem bardzo wdzięczna Elu za miłość, którą dajesz :) a książka jest jak przewodnik, który wskazuje kierunek mej wędrówki. Dziękuję.
Izabela

9. I pytanie tradycyjne w moim blogu. Czy sama wydałaś książkę i sama zajmujesz się jej promocją? Nawet, jeśli masz wydawcę, to pewnie sama także aktywnie włączasz się w sprzedaż książki. Opowiedz proszę, jakie metody promocji stosujesz : )

Tak, sama wydałam książkę. Promujemy ją z moim kochanym mężem. Spotkania autorskie, warsztaty, media, które mnie zapraszają, pomagają bardzo w promocji. Społeczność na Facebooku poleca sobie moją książkę, na zasadzie jednej z lepszych reklam, jaką jest szeptanka. Wiele osób jest mi wdzięcznych, rekomendacja mojej książki jest dla nich formą podziękowania.

Bardzo dziękuję za piękne pytania, które umożliwiły mi poruszenie tak głębokich tematów.

Z miłością
Elżbieta Krzyżaniak-Smolińska

Kontakt do Elżbiety Krzyżaniak-Smolińskiej:

csc-energia@wp.pl

Fanpage na FaceBooku
https://www.facebook.com/pages/Centrum-Szczęśliwego-Człowieka-Energia-w-Poznaniu/164121833739480?fref=ts

książki dostępne na:
https://www.facebook.com/pages/W-Cudzych-Butach/1425494264363806?fref=ts

Pozdrawiam serdecznie, Grażyna

4 Comments on O szczęściu z Elą Krzyżaniak-Smolińską :)

  1. Zofia Życińska | 28 czerwca 2015 at 03:25 | Odpowiedz

    Bardzo ciepła i przesycona miłością rozmowa. Niezwykła jest też definicja szczęścia jaka padła z ust Pani Eli: „szczęście to umiejętność bycia wdzięcznym”. Zakładałam, że szczęście to stan umysłu, wewnętrzna harmonia, miłość jaką dostajemy i dzielimy się ze światem. Od teraz będę uważniej odczuwać wdzięczność bo okazuje się, że to nie krótka emocja czy chwilowy stan wdzięczności buduje w nas poczucie szczęścia ale umiejętność „zakotwiczenia” tego niezwykłego stanu na dobre i na stałe w naszym sercu.

    Każde spotkanie jest nauką i wnosi coś nowego. Dziękuję, że trafiłam na ten wywiad. Może kiedyś uda mi się spotkać z Autorką, bo to, że przyczytam Jej książkę jest pewne:)

    Pozdrawiam serdecznie obie Panie. Z.Życińska

  2. Dziękuję Zosiu za te piękne wnioski, jakie wyciągnęłaś z naszej rozmowy :)

    Jestem zafascynowana osobą Eli i tym, jakimi różnymi drogami poszukiwała szczęścia w życiu.

    Pozdrawiam serdecznie, Grażyna

  3. Wygrałaś Zosiu książkę „W cudzych butach”, autorstwa Eli :)

  4. Zofia Życińska | 28 czerwca 2015 at 15:40 | Odpowiedz

    Naprawdę, Grażynko?? Yuuuchuu!! :). Ależ się cieszę:)!. DZIĘKUJĘ, Ci bardzo! (*-*).

    Mogę sobie tylko wyobrazić jak niezwykłą osobą jest autorka książki. Przeczytałam o niej (na razie) tylko wywiad na Twoim blogu. Poprowadziłaś rozmowę z poziomu serca
    i dzięki temu odkryłaś znaczną część jej niespotykanej osobowości.

    Jak dojechałam do fragmentu opisującego jej osiągnięcia sportowe – wymiękłam.
    Ile wewnętrznej siły, determinacji, mocy i samodyscypliny potrzeba, by porwać się na walkę z żywiołem. Przepłynąć wpław największymi polskimi rzekami, przerzucić tony wody, zmierzyć się z trudnościami, lękami, własną niemocą, ograniczeniami fizycznymi
    i pokonać je wszystkie – na to potrzeba nie tylko dobrej kondycji i siły mięśni…

    Podziwiam i podzielam Twoją fascynację osobą Eli. Jak to dobrze, że tacy niezwykli ludzie chcą się dzielić z innymi swoją historią.

    Książkę pewnie łyknę w jedną noc bo coś czuję, że jej treść dotyka moich czułych strun:). I tak miałam ją kupić, a tu… taki podarunek od wszechświata –
    (czytaj: Ciebie:) ).

    Jeszcze raz Ci dziękuję. Autorce książki również.
    Zamykam oczy i odczuwam całą sobą, jaką wielką siłę ma uczucie WDZIĘCZNOŚCI.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*



*